poniedziałek, 13 listopada 2017

(11/50) C. Barker, Księga Krwi 1

Mistrz horrorów i tyle.


Właściwie trudno coś konkretnego napisać. Pierwsza część zbioru opowiadań mistrza horrorów z Liveroolu. Twórca scenariusza do pierwszego Hellrisera nie przebiera w środkach. Świetnie opisuje tajemnicze i nie do końca wyjaśnione nadprzyrodzone moce, obce byty zamieszkujące wraz z nami ten świat i równoległe.  W tej tajemniczości bardzo przypomina mi Lovecrafta - tam też nie mamy do czynienia z wszechwiedzącym narratorem i wiemy tyle ile on może nam opowiedzieć. 
W zbiorku m.in, Nocny pociąg z mięsem - na podstawie którego zrobiono niezbyt dobry film. Dla lubiących się bać i czekających na niewyjaśnione - polecam.

poniedziałek, 30 października 2017

(9,10,13/50) CS Lewis, Trylogia Kosmiczna

A tak konkretnie to: „Z milczącej planety”, „Pereleandra” oraz „Ta straszna siła”


Trzy książki, połączone jednym bohaterem, pewnymi wątkami i postaciami, a, przede wszystkim, Maleldilem. Tak na prawdę, głęboki traktat filozoficzny i teologiczny. 
Lewis tworzy w trylogii wizję wszechświata zamieszkanego przez różnego rodzaju stworzenia - cielesne i duchowe. Nad wszystkim czuwa stworzyciel i Pan Maleldil. Dr Elwin Ransom - lingwista - trafia, dość przypadkowo na Marsa zwanego Malakandrą. Zostaje tam zabrany przez jego znajomych, którzy jednak ukrywają prawdziwe cele wyprawy. Na miejscu Ransom uwalnia się i poznaje kilka gatunków? ras? Istot zamieszkujących tę planetę. Poznaje ich życie, zwyczaje i religię. Dzięki temu dowiaduje się m.in., że Ziemia, nazywana jest Milczącą Planetą gdyż opanowana została przez złe eldile - swego rodzaju duchy opiekuńcze (anioły?) planet. Na Malakndrze poznaje jednego z nich i zostaje odesłany na ziemię, z pewną misją, której jeszcze nie jest świadom. Ponadto ratuje Marsa przed wykorzystaniem przez opętanych złymi uczuciami ludzi. W tej części Lewis nakreśla swoją kosmologię i teologię. Jest to najbardziej „fantastyczna”, w znaczeniu sci-fi, a najmniej filozoficzno-teologiczna część.
W drugiej części, misja Ransoma, zostaje, w części, ujawniona. Zostaje on zabrany przez elendile na Wenus (tu Pereleandra), aby zapobiec poddaniu się pierwszej pary mieszkańców planety, kuszeniu przez złego. Zły elendil wykorzystuje ciało jednego z poznanych w pierwszej części złych ludzi, aby przybyć na Wenus i namawiać tamtejszą pierwszą kobietę do przeniesienia się na stały ląd, co zostało zakazane przez Maleldila. Proces kuszenia oraz próby minimalizowania jego wpływów przez Ransoma, a następnie fizyczną walkę bohatera ze złem wykorzystuje Lewis do zaprezentowania traktatu filozoficznego o wolności, grzechu, ograniczeniach, dobru-złu i wielu innych ontologicznych sprawach. Największym, dla mnie problemem, był fakt, że co prawda kuszenie się nie udało bo Ransom wyeliminował wroga fizycznie, ale w ten sposób Wenus została pozbawiona możliwości Odkupienia. I to mi się w tej teologii nie zgadza. Bo wydaje się, że celem Autora, nie było stworzenie jakiejś nowej koncepcji teologicznej, ale zaprezentowanie chrześcijańskiej antropologii i genezy grzechu i wolności. A może jednak się mylę? Może Lewis chciał pokazać jakiś ideał, utopię, świat bez grzechu, gdzie ze złem walczy się fizycznie i fizycznie się je eliminuje. Nie wiem, może za głupi jestem żeby zrozumieć Autora Opowieści z Narni. Walka ze złem nie pozostaje jednak bez wpływu na Ransoma. Nawiązując do Ewangelii o Niewieście, która zmiażdży głowę węża, a ten zmiażdży Jej piętę, a którą to Niewiastę utożsamia teologia z Maryją, Lewis opisuje ranę, jaką otrzymuje bohater książki, właśnie w piętę. Nie wiem czy jako anglikanin Lewis chce tu troszkę uszczypnąć katolików, czy po prostu podążył ścieżką skojarzeń, ale rana ta jest nieuleczalna i wpływa na stan zdrowia Ransoma, także w trzeciej części trylogii.
Trzecia i ostatnia część, najbardziej „fantasy” opisuje ostateczną walkę między ludźmi opętanymi przez złe elendile a grupką wiernych Maleldilowi skupioną wokół Ransoma. Ta książka, najdłuższa, najbardziej rozbudowana ukazuje z jednej strony cele złych elendilów, z drugiej zaś różne postawy ludzi wobec zła. Jedni się mu poddają. Inni są jego narzędziami i blisko współpracują. Jeszcze inni, zachowując sensus fidei, zauważają, że „jest coś nie tak”i szukają odpowiedzi. Ostateczne zwycięstwo należy do … Kto przeczyta ten zobaczy. W tej części ważną postacią staje się czarodziej Merlin. Autor Pakamerii przypomina tutaj jeden z mitów arturiańskich, w którym to Merlin jest w rzeczywistości jednym z pierwszych chrześcijan, tu - wyznawców Maleldila i jego sługą.
Warto przeczytać trylogię. Nie jest to prosta, łatwa i przyjemna lektura. Ale daje sporo do myślenia i pobudza do poszukiwania odpowiedzi na ważne pytania, również teologiczne. Jednak jeśli ktoś się spodziewa Narni w kosmosie to się zawiedzie.

poniedziałek, 2 października 2017

(25/50) L. E. Dufaur, La Salette. Wezwanie do nawrócenia

Tym razem trochę przeskoczyłem z czytanymi książkami. Chciałem jednak wspomnieć o czymś co zrobiło na mnie ogromne wrażenie. O, trochę zapomnianych, objawieniach w La Salette.


19 września obchodzimy wspomnienie Matki Bożej z La Salette. W związku z tym sięgnąłem po książkę, która miałem na półce, gdyż nigdy nie zagłębiłem się w temat tych objawień. 
Było to dość „dziwne” zdarzenie. Dwoje młodych ludzi - Melania i Maksymin zauważa siedzącą, płaczącą Maryję, która następnie zbliża się do nich i rozmawia przekazując sekret.
Porażające jest to, co mówi dzieciom Matka Boża, ale zanim do tego wrócę, kilka słów o losach widzących. Otóż Melania wstąpiła do zakonu, ale nie dopuszczono jej do ślubów, które mogła złożyć dopiero u karmelitanek w Darlington. Nie zagrzała jednak tam miejsca, gdyż jej rodzice się rozwiedli co doprowadziło do załamania nerwowego. Przenosiła się do Marsylii, potem żyłą samotnie i pobożnie pod opieką biskupa Petani we Włoszech, jakiś czas była u matki we Francji a po jej śmierci ponownie w Madrycie, a pod koniec życia znów we Włoszech. Wedle relacji pierwsze niedopuszczenie do ślubów spowodowane było upartym głoszeniem orędzie Matki Bożej z La Salette. Podobne szykany dotknęły Maksymina, który został wyrzucony z seminarium duchownego, gdyż nie chciał ogłosić, ze objawianie było zmyślone. Zmarł w opinii świętości w miejscu urodzenia, ale jego życie było pełne cierpienia.
Matka Boża, jak zwykle podczas objawień prosiła o pokutę, nawrócenie i modlitwę. Zapowiedziała klęski żywiołowe, które dosięgły Francję w XIX w. Ale najbardziej przejmujące są te słowa, które cytuję na koniec mojego wpisu:

Kapłani – słudzy mojego Syna, kapłani – przez swoje złe życie, przez brak uszanowania i pobożności w celebrowaniu świętych tajemnic, przez miłość do pieniędzy, przez upodobanie w honorach i przyjemnościach; kapłani stali się naczyniami nieczystości.
Tak, stan kapłański woła o pomstę i pomsta jest nad ich głowami. Biada kapłanom i osobom poświęconym Bogu, którzy przez swoją niewierność i złe życie krzyżują mego Syna po raz wtóry! Grzechy osób poświęconych Bogu wołają o pomstę do Nieba i teraz pomsta stoi już w ich drzwiach. Nie ma już nikogo proszącego o miłosierdzie i przebaczenie dla ludzi, nie ma już szczodrych dusz, nie ma już nikogo godnego składania nieskalanej Ofiary Przedwiecznemu w imieniu świata.
Bóg uderzy w niespotykany sposób. Biada miszkańcom Ziemi. Bóg wyleje swój gniew i nikt nie będzie w stanie uciec od tylu nieszczęść jednocześnie.
Kierownicy i przywódcy ludu Bożego zaniedbali modlitwę i pokutę, szatan zaćmił ich umysły; stali się oni tymi zbłąkanymi gwiazdami, które dawny diabeł pociągnie swoim ogonem na zagładę. Bóg pozwoli starożytnemu wężowi posiać rozłam pomiędzy władcami, we wszystkich społecznościach i rodzinach – będą cierpieć męki zarówno fizyczne, jak i moralne. Bóg pozostawi ludzi samymi sobie i będzie zsyłał kary jedną po drugiej przez ponad 35 lat. Ludzkość znajdzie się w przededniu najbardziej przerażających plag i wielkich wydarzeń; musi oczekiwać, że będzie rządzona rózgą żelazną i pić kielich Bożego gniewu. (…)
W roku 1864 Lucyfer razem z wielką liczbą diabłów zostanie uwolniony z piekła. Stopniowo niszczyć będą Wiarę, nawet osoby poświęcone Bogu tak oślepną, że bez specjalnej łaski osoby te przyjmą ducha tych złych aniołów. Wiele domów duchownych straci Wiarę zupełnie i spowoduje potępienie wielu dusz.
Złe książki będą rozprzestrzeniać się po Ziemi, a duchy ciemności będą wszędzie szerzyć rozprężenie w rzeczach dotyczących służby Bożej. Będą one miały wielką władzę nad naturą, będą też kościoły do służby tym duchom. Ludzie będą przenoszeni z miejsca na miejsce przez te złe duchy, nawet kapłani, ponieważ nie będą oni żyć zgodnie z duchem Ewangelii, który jest duchem pokory, miłosierdzia i gorliwości dla chwały Bożej. Zmarli i sprawiedliwi będa wskrzeszeni (to znaczy, że ciała te będą przybierać postać sprawiedliwych, którzy niedawno żyli na ziemi – aby łatwiej zwodzić ludzi. Ci tzw. zmartwychwstali zmarli, którzy nie będą niczym więcej niż diabłami pod ich postacią, będą głosić inną ewangelię, sprzeczną z prawem Jezusa Chrystusa, przecząc istnieniu Nieba; o ile nie będą oni de facto duszami potępionych. Wszystkie te dusze pojawią się łącząc się ze swymi ciałami – przyp. Melanii). Na każdym miejscu dziać się będą nadzwyczajne cuda, gdyż prawdziwa Wiara została stłumiona i fałszywa światłość oświetla świat.
Biada książętom Kościoła, którzy zajmować się będą wyłącznie dodawaniem bogactw do bogactw, zabezpieczaniem władzy i obnoszeniem swojej pychy.
Wikariusz mojego Syna będzie musiał wiele wycierpieć, bo przez pewien czas Kościół poddany będzie wielkim prześladowaniom; będzie to czas ciemności – Kościół będzie przechodził straszliwy kryzys.
Zapominając o Wierze świętej każdy człowiek będzie chciał sam soba kierować i wynosić się ponad innych, równych sobie. Świeckie i kościelne władze będą obalone, wszelki porządek i sprawiedliwość będą zdeptane. Widać będzie jedynie morderstwa, nienawiść, zazdrość, kłamstwo i nieład, bez miłości ojczyzny i rodziny.
Ojciec Święty będzie bardzo cierpiał. Będę z nim aż do dopełnienia się jego ofiary. Źli będą wielokrotnie nastawać na jego życie; nie będą oni w stanie skrócić jego dni, ale ani on, ani jego następca nie zobaczą tryumfu Bożego Kościoła.
Wszystkie władze świeckie będą miały ten sam cel – obalić i doprowadzić do zaniku wszelkich zasad religijnych, torując drogę materializmowi, ateizmowi, spirytyzmowi i występkom wszelkiego rodzaju.
W roku 1865 obrzydliwość widziana będzie w świętych miejscach, w klasztorach kwiaty Kościoła zginą i diabeł stanie się królem wszystkich serc. Niech ci, którzy są kierownikami wspólnot zakonnych mają się na baczności odnośnie osób, które przyjmują. Diabeł użyje całej swej złości, aby wprowadzić do zakonów osoby oddane grzechowi, by nieporządek i zamiłowanie do cielesnych przyjemności rozprzestrzeniały się po całej Ziemi.
Francja, Włochy, Hiszpania i Anglia toczyć będą wojnę, krew płynąć będzie ulicami. Francuz będzie walczył z Francuzem, Włoch z Włochem, wybuchnie wojna powszechna, która będzie przerażająca. Przez pewien czas Bóg nie będzie pamietał o Francji ani Italii, bo Ewangelia Jezusa Chrystusa nie jest już (tam) znana. Niegodziwi spuszczą ze smyczy całą swoją złość, nawet po domach będą morderstwa i wzajemne masakry.
Z pierwszym oślepiającym uderzeniem Bożego miecza z góry cała natura zadrży z przerażenia, gdyż zbrodnie i nieład ludzi przebiją sklepienie niebios. Paryż będzie zburzony i Marsylia pochłonięta, wiele dużych miast zostanie zburzonych i pochłoniętych przez trzęsienia ziemi, wszystkim będzie się zdawało, że to koniec, widać będzie jedynie morderstwa, starcia armii i bluźniercze serca. Prawi będą bardzo cierpieć – ich cierpienia, pokuty i łzy będą się wznosiły do Nieba. Cały lud Boży będzie prosił przebaczenia i miłosierdzia, będzie błagał o moją pomoc i wstawiennictwo. Potem Jezus Chrystus w swej sprawiedliwości i w swym wielkim miłosierdziu wobec wiernych, rozkaże swoim aniołom uśmiercić wszystkich swych wrogów. Od jednego uderzenia prześladowcy Kościoła Jezusa Chrystusa i wszyscy ludzie oddani grzechowi zginą i Ziemia stanie się jak pustynia.
Potem nastanie pokój i pojednanie Boga z ludźmi. Jezus Chrystus będzie czczony i chwalony, ludzie będą Mu znowu służyć. Miłosierdzie będzie kwitło wszędzie, nowi królowie będą prawym ramieniem Kościoła Świętego, który będzie silny, pokorny, pobożny, ubogi, gorliwy i naśladujący cnoty Jezusa Chrystusa.
Ewangelia będzie głoszona wszędzie i ludzie będą bardzo postępować w wierze, ponieważ będą stanowili jedność wokół pracowników Jezusa Chrystusa. Będą żyli w bojaźni Bożej.
Pokój pomiędzy ludami nie będzie trwał długo. 25 lat obfitych zbiorów sprawi, że zapomną, iż grzechy ludzkie są powodem wszystkich klęsk, jakie spotykają Ziemię.
Zwiastun Antychrysta ze swoim wojskiem zebranym z wielu narodów będzie prowadził wojnę z prawdziwym Chrystusem, jedynym Zbawicielem świata. Przeleje on wiele krwi i będzie chciał unicestwić kult Boga, aby sam został uznany bogiem. W Ziemię uderzą wszelkiego rodzaju plagi (poza zarazami i głodem, które będą się szerzyć – przyp. Melanii), będą wojny aż do wojny ostatniej, która będzie prowadzona przez 10 królów Antychrysta; królów, którzy będą mieli wspólny znak i będą jedynymi władcami świata. Zanim to nastapi, będzie panował na świecie rodzaj fałszywego pokoju. Ludzie będą myśleć jedynie o zabawie, źli będą oddawać się wszelkiego rodzaju grzechom; ale dzieci Kościoła Świętego, dzieci prawdziwej Wiary, moi prawdziwi naśladowcy -będą wzrastać w miłości Boga i w cnotach mi najdroższych. Szczęśliwe pokorne dusze prowadzone przez Ducha Świętego! Będę walczyła wraz z nimi aż osiągną pełną dojrzałość.
Natura woła o pomstę ze względu na ludzi, wzdryga się z przerażeniem czekając na to, co musi stać się ze splamioną zbrodniami Ziemią.
Drżyj Ziemio i wy, którzy głosicie się sługami Jezusa Chrystusa, podczas gdy w głębi duszy czcicie siebie. Drżyjcie, bo Bóg wyda was swoim wrogom, gdyż miejsca święte są miejscami zepsucia; wiele klasztorów nie jest już domami Boga, lecz pastwiskami Asmodeusza i jego własnością.
Stanie się w tym czasie, że narodzi się Antychryst z hebrajskiej zakonnicy, fałszywej dziewicy, która będzie w łączności ze starodawnym wężem – panem nieczystości. Jego ojcem będzie biskup, w chwili narodzin będzie wyrzucał z siebie bluźnierstwa, będzie miał zęby, jednym słowem – będzie to wcielony diabeł. Będzie wydawał przerażające krzyki, będzie czynił cuda, będzie żył tylko nieczystością. Będzie miał braci, którzy – choć nie wcielone diabły jak on – będą dziećmi zła. W wieku 12 lat będą znani z wielkich zwycięstw, jakie odniosą, wkrótce każdy z nich stanie na czele armii wspomaganych przez legiony z piekła.
Pory roku będą się zmieniać, a ziemia będzie wydawać tylko złe owoce. Ruch ciał niebieskich będzie tracił swoją regularność, Księżyc będzie odbijał tylko słabe czerwone światło. Woda i ogień spowodują konwulsje całej kuli ziemskiej, pochłaniając góry, miasta etc.
Rzym straci wiarę i stanie się siedzibą Antychrysta.
Demony powietrza razem z Antychrystem będą czynić wielkie cuda na Ziemi i na Niebie, a ludzie staną się coraz bardziej zepsuci. Bóg będzie opiekował się swymi wiernymi sługami i ludźmi dobrej woli; Ewangelia będzie głoszona wszędzie, a wszelkie ludy będą miały znajomość prawdy.
Zwracam się z usilnym wezwaniem do Ziemi; wzywam prawdziwych uczniów Boga żywego i królującego w Niebie; wzywam prawdziwych naśladowców Chrystusa, który stał się człowiekiem – jedynego prawdziwego Zbawiciela ludzi; wzywam moje dzieci, moich prawdziwych czcicieli, którzy oddali Mi się, abym ich prowadziła do Mojego Boskiego Syna; tych których niejako nosiłam w Moich ramionach; tych, którzy żyli w Moim duchu. Wzywam w końcu Apostołów Czasów Ostatecznych, wiernych uczniów Jezusa Chrystusa, którzy żyli z pogardą dla świata i siebie samych, w ubóstwie i skromności, w pogardzie i milczeniu, w modlitwie i umartwieniu, w czystości i zjednoczeniu z Bogiem, w cierpieniu; nieznanych światu. To jest ich czas, by wyszli z ukrycia i oswietlili Ziemię. Idźcie, okażcie, że jesteście Moimi drogimi dziećmi; jestem z wami i w was sprawiając, że wasza Wiara jest światłem oświetlającym was w tych złych czasach. Oby wasza gorliwość wywołała w was głód czci i chwały dla Jezusa Chrystusa. Toczcie walkę dzieci światłości; nieliczni, którzy widzicie, że czas czasu, koniec końców jest blisko.
Kościół będzie zaćmiony, świat będzie przerażony. Ale Enoch i Eliasz napełnieni duchem Bożym będą nauczać z Bożą pomocą, a ludzie dobrej woli uwierzą w Boga, wielka liczba dusz dozna pocieszenia. Będą one czynić wielkie postępy w cnotach mocą Ducha Świętego i potępią diabelskie błędy Antychrysta.
Biada mieszkańcom Ziemi. Będą krwawe wojny, głód, plagi i epidemie, będą przerażające deszcze zwierząt; pioruny, które niszczyć będą miasta, trzęsienia ziemi, które pochłoną całe państwa. Głosy słychać będzie w powietrzu; ludzie będą bić głowami o ściany, będą wzywać śmierci i śmierć dopełni ich cierpienia, krew będzie płynąć ze wszystkich stron. Kto miałby nie ulec, gdyby Bóg nie skrócił czasu próby? Łzy, krew i modlitwy prawych wzruszą Boga. Enoch i Eliasz umrą, pogański Rzym zniknie, ogień spadnie z nieba i pochłonie trzy miasta, cały świat pogrążony będzie w strachu i wielu pozwoli się uwieść, bo nie oddawali czci prawdziwemu Chrystusowi, żyjącemu na wieki. Oto czas; Słońce ciemnieje, tylko Wiara przetrwa. Czas się zbliża, otchłań jest otwarta. Tam jest król królów ciemności. Tam jest bestia nazywająca siebie zbawcą świata – ze swoimi poddanymi. W swej pysze sięgnie Nieba, a św. Michał Archanioł zdusi ją tchnieniem swych ust. Upadnie, a Ziemia, która przez 3 dni będzie w ciagłej zmianie – otworzy swoje gorące wnętrze. Bestia upadnie na zawsze i razem ze swymi zwolennikami pogrąży się w wiecznej odchłani piekła. Potem woda i ogień oczyszczą Ziemię, pochłoną dzieła ludzkiej pychy i wszystko będzie odnowione.

środa, 20 września 2017

Jedno słowo - Budapeszt

Już kiedyś wspominałem, że największe wrażenie robią na mnie miasta będące drzewiej częścią imperium Habsburgów. Najpierw zakochałem się w Krakowie. Później był, stanowczo za krótki, pobyt we Lwowie. Następnie czeska Praga. Wreszcie, w minione wakacje, 15 rocznicę ślubu postanowiliśmy (z żoną) spędzić w Budapeszcie. Nie zawiodłem się.


Nie będę szczegółowo opisywał miejsc, które odwiedziliśmy w stolicy Węgier podczas tygodnia pobytu. Były to bowiem, w większości, tzw. must see. Wzgórze zamkowe ze starówką, góra Gellerta, Parlament, katedra św. Stefana, muzea, starożytne Aqincum etc etc. To wszystko możecie przeczytać w przewodnikach. Wolę skupić się na wrażeniach i wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Pierwsza rzecz, jaka rzuciła mi się w oczy to niezwykłe podobieństwo do Polski. Pod względem wyglądu ulic, roślinności etc. Takie pierwsze wrażenie. 
Budapeszt, mimo znanego sprzeciwu władzy centralnej co do obecności imigrantów na Węgrzech, jest typowym przykładem multi-kulti. Masa obcokrajowców z wielu państw europejskich i nie tylko. Rosjanie, Francuzi, Polacy, tak samo jak u nas głośni i pijani Anglicy przeplatają się z Chińczykami, Japończykami czy przybyszami z Bliskiego Wschodu. Co mnie bardzo zadziwiło, to duża liczba Włochów. Co więcej wśród osób z usług i handlu powszechna jest znajomość języka włoskiego i swobodniejsze operowanie nim niż angielskim.
Miasto jest bardzo rozwarstwione pod względem zamożności. Wśród najdroższych samochodów i super ubranych ludzi jest masa bezdomnych i to w samym centrum. Nie są nachalni - przez tydzień przemieszczania się po Budapeszcie tylko dwukrotnie poproszono nas o jałmużnę. Za to bezdomni żyją, śpią na skwerach, między torami tramwajowymi, pod sklepami. Tam rozwieszają swoje pranie, gotują etc. Nikomu to nie przeszkadza i nikt na to nie reaguje.
Mimo posiadania przepysznej i bogatej kuchni trudno jest znaleźć dobrą węgierską restaurację dla „lokalesów”. Oczywiście jest sporo restauracji oferujących węgierskie dania, ale są one robione typowo pod turystów. Sami Węgrzy, których pytaliśmy - gdzie oni chodzą jeść - wolą włoskie, chińskie czy indyjskie jedzenie. To spory zawód. Miałem bowiem nadzieję na smakowanie prawdziwych, węgierskich potraw, a nie tylko langosów z fast foodów, jednego gulaszu z galuszkami tudzież - skądinąd pysznych - wariacji nt. palacsinta. Trochę szkoda.
Nie zawiodły natomiast słodycze. Byliśmy w dwóch kawiarniach-cukierniach - Muvesz i Ruszvurm. Pierwszą polecił znajomy z Facebooka (Dzięki Panie Michale!) i jest to najdłużej istniejąc a w jednym miejscu kawiarnia w Budapeszcie. Kawa nie powalała, ale ciasta - niebo w gębie. Ruszvurm natomiast to najstarsza kawiarnia w stolicy Węgier, i stąd właśnie dostarczano do Wiednia kremówki dla Sisi. Muszę przyznać, że nasze, „papieskie” nie mogą się z budapesztańskimi równać.
Mimo wielu sygnałów i informacji o sympatii Węgrów do Polaków, nie spotkałem się z jakimiś wielkimi przejawami tejże. Nie żebym się spodziewał, bo - wbrew pozorom - należę do ludzi sceptycznych, ale byłem ciekaw jak to jest w rzeczywistości. Autochtoni nie znają Polskiego i nie traktują nas z jakąś wyraźną atencją. Co innego oficjalnie - w przypadku muzeów czy pomników wielokrotnie pojawia się element współpracy. Raz tylko sprzedawca wędlin na hali targowej wyraźnie się ucieszył, kiedy usłyszał, że jesteśmy lengyelek. 
Nie jestem może jakimś globetrotterem ale w kilku miejscach w Europie byłem i chcę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że Budapeszt jest najlepiej skomunikowanym miastem w jakim byłem. Cztery linie metra (w tym najstarsza na kontynencie), tramwaje, trolejbusy, autobusy, statki na Dunaju. Wszystko w jednym bilecie tygodniowym za równowartość ok. 70 zł. Metro co 4 minuty najrzadziej, tramwaje co kilka minut. Super oznakowane przystanki przesiadkowe. Ogromna łatwość w poruszaniu się - na prawdę niesamowite.
Przechadzając się wieczorami po Budapeszcie, niekoniecznie w ścisłym centrum, czuliśmy się bardzo bezpiecznie. Podobnie jak w Pradze. Pewnie, tak jak wszędzie, jest tu zbrodniczy margines, ale nie ma poczucia zagrożenia, które towarzyszyło nam np. 5 lat temu w Paryskim Sant Denis. 
20 sierpnia Węgrzy obchodzą święto św. Stefana. Z tej okazji na placu przed katedrą odbyła się uroczysta Msza św. I procesja z ręką św. Stefana. Niesamowite przeżycie wspólnoty (były też polskie flagi) i możliwość poznania pewnego zwyczaju i folkloru. Na tę bowiem uroczystość przybywają do Budapesztu przedstawiciele wielu regionów w swoich strojach ludowych. Wieczorem zaś pod parlamentem odbył się pokaz sztucznych ogni.
Czegoś takiego nie widziałem. Cztery mosty na Dunaju zamknięte dla ruchu kołowego, na każdym kilka tysięcy osób. Ogromne tłumy wzdłuż rzeki i na wzgórzach Gellerta i Zamkowym. Dwudziestopięciominutowy pokaz z podkładem muzycznym. I te tłumy ludzi. 
Zboczenie zawodowe spowodowało, że zwracałem baczną uwagę na politykę historyczną Węgrów. I, z dużym zdziwieniem, stwierdziłem, że jest ona trochę  odmienna od naszej. Mianowicie Węgrzy są dumni z całej swej historii i wszystkich postaci poza komunistami i strzałokrzyżowcami. Ale komunizmu nienawidzą bardziej. Za to czczą wszystkie ważne postaci ze swej historii - i tych, którzy walczyli z Habsburgami i tych, którzy się z nimi dogadywali w XIX w. I Marię Teresę, która odbudowała królestwo Węgierskie, choć ostatecznie doprowadziło to do uzależnienia Magyarów od Habsburgów. I admirała, regenta Horthyego, i Cesarzową Sisi i bł. Cesarza Karola etc. Zapewne w kręgach specjalistów toczą się na Węgrzech jakieś spory, ale w przestrzeni publicznej wszyscy mają swoje miejsce w historii. Najbardziej rzucającym się w oczy elementem polityki historycznej jest masowe upamiętnianie powstanie z 1956 roku. Po całym Budapeszcie rozsiane są monumenty związane z tym wydarzeniem. Stolica Węgier, pod względem pomników, przypomina mi trochę Londyn, gdzie na każdym skwerku znaleźć można przypomnienie jakiejś postaci lub grupy ludzi czy wydarzenia. Ciekawostką jest pomnik ku czci Armii Czerwonej pozostawiony na Placu Wolności, w pobliżu parlamentu. Na tym samym placu ustawiono figurę Ronalda Reagana, niejako idącą od strony Parlamentu ku wspomnianemu pomnikowi.  
To co powyżej to jedynie wycinek przeżyć i wrażeń jakich doświadczyliśmy podczas tygodnia w Budapeszcie. Serdecznie polecam odwiedzenie stolicy naszych „bratanków”, a i sam mam nadzieję jeszcze tam wrócić.

Uzupełnienie.
Zupełnie zapomniałem o ważnej informacji  jaką chciałem zawrzeć w powyższym wpisie. Otóż przygotowując się do wyjazdu poszukiwałem wszelkich informacji na temat lokalnych zwyczajów, żeby nie popełnić gafy. I nigdzie (przewodniki, artykuły, strony internetowe) nie spotkałem się ze wzmianką, że w lokalach dolicza się 10% do rachunku jako serwis. Nie znajdziecie też tej informacji w menu restauracji.








sobota, 13 maja 2017

Refleksje fatimskie

Dziś mija dokładnie 100 rocznica pierwszego objawienia w Fatimie. Dziękuję Bogu w Trójcy świętej Jedynemu, że w tym dniu mój pierworodny syn otrzymał łaskę przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej.

Fatima jest bowiem dla mnie niezwykle ważna. Towarzyszy mi od najmłodszych lat, choć nigdy nie miałem dane tam pojechać. Może kiedyś Bóg da.
W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy byłem ministrantem w parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Tychach, przy okazji urodzin otrzymałem od ks. Bogusława Płonki książkę. W ten sposób trafiła w moje ręce pozycja autorstwa ks. Wilczyńskiego, Znak na niebie. I tak Matka Boża Fatimska wkroczyła w moje życie. Książkę pochłonąłem jako, niespełna, 10 letni chłopak i zafascynowała mnie ogromnie postawa świętych pastuszków. Wiele lat później moja droga  życiowa oparta jest na Maryi. Dzięki Apostolstwu Fatimy mogę wspierać inicjatywy propagujące Jej orędzie. Całe życie moje i mojej rodziny powierzam Matce Bożej w jej fatimskim wizerunku. 
Orędzie Fatimskie to głęboki i zawsze aktualny przekaz wiary. Co dla mnie z tego jest najważniejsze? Po pierwsze: pokuta - ciągłe nawracanie się, walka ze swoimi słabościami i Szatanem, który próbuje (nieraz skutecznie) sprowadzić na manowce. Po drugie: różaniec - największa broń człowieka w walce ze złem i zwątpieniem, a jednocześnie największa słabość Boga. Po trzecie: Tryumf Niepokalanego Serca - nadzieja, że z każdego zła Bóg może wyprowadzić dobro, że nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być lepiej, że mimo znikczemnienia świata, czuwa nad nami Opatrzność. Po czwarte: przyjaźń z Aniołem Stróżem - niezwykłe, mistyczne wręcz przeżycie, choć osadzone głęboko w codzienności. Często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele może zdziałać nasz Anioł jeśli tylko go poprosimy. 
Cały czas, jednak, odkrywam Fatimę od nowa. Dzięki publikacjom, które pojawiają się z okazji 100 lecia objawień, dzięki biografiom Franciszka i Hiacynty i wielu innym okazjom. 
Z perspektywy czasu, musze przyznać, że całe moje życie jest naznaczone niezwykłą obecnością Maryi. Poza Fatimą, to także Cudowny Medalik, który dostałem pierwszy raz od siostry zakonnej, kiedy - jako kilkulatek - byłem z Mamą w Busku Zdroju. Od tego czasu Medalik towarzyszy mi cały czas. Zainteresowanie objawieniami przy Rue de Bac 140 zaprowadziło mnie w to miejsce podczas pobytu w Paryżu wraz z moją Żoną w 10 rocznicę ślubu. Było to ogromne przeżycie - móc modlić się tam, gdzie objawiła się Matka Boża.
TOTUS TUUS.


piątek, 21 kwietnia 2017

(8/50) M. Wall, Iron Maiden. Run to the hills.

Autoryzowana biografia Iron Maiden i… wszystko jasne


Choć  może nie wszystko. Mimo bowiem „autoryzowania”, nie jest tylko laurka. Oczywiście Autor pisze pozytywnie o zespole, ale nie unika cierpkich słów i poszczególnym muzykom i konkretnym wydawnictwom czy nawet utworom. 
Dla mnie to, przede wszystkim, książka o spełnianiu marzeń i dążeniu do celu. A następnie wyznaczaniu nowych celów, bez spoczywania na laurach. To właśnie pokazują Harris i spółka. 
Jest to tez książka ważna, bo, mimo, że fanem Ironów jestem od lat dziecięcych, nigdy nie poznałem szczegółów postania i historii grupy. Wystarczyła mi muzyka. Teraz mój obraz znacznie się poszerzył.
Podczas jej czytania miałem przed oczyma duszy obraz pierwszego albumu, który trafił w moje uszy dzięki bratu - „Live After Death”. Było to gdzieś za komuny (połowa lat 80), dwupłytowy winyl i zapisane na nim szaleństwo. Potem odszedłem do Żelaznej Dziewicy, i właściwie poza kawałkami z wspomnianego wydania koncertowego nie znałem nic innego. Aż do XXI w. wtedy, za sprawą Final Frontier, wróciłem do tej muzyki i jestem jej wierny. 
Ale zetknięcie z „Live After Death” miało jeszcze jeden skutek. Otóż na okładce znajduje się nagrobek na którym jest cytat z H.P. Lovecrafta. I było to pierwsze zetknięcie się z jednym z moich ulubionych autorów - samotnikiem z Providence. Niezwykle ciekawą postacią tworzącą niesamowite historie.

niedziela, 16 kwietnia 2017

Życzenia


Chrystus zmartwychwstał spośród umarłych, 
powstańcie i wy także! 
Chrystus, który spał, zbudził się, 
obudźcie się i wy także! 
Chrystus wychodzi z grobu, 
wyzwólcie się i wy z kajdan grzechu! 
Przez Chrystusa staliście się nowym stworzeniem, odnówcie się! 
Oto Pascha Pana, czas Jego Zmartwychwstania i początek prawdziwego życia.
św. Grzegorz z Nazjanzu

Niechaj Chrystus, który przez swoją Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie czyni wszystko nowe, obdarzy Was błogosławieństwem i łaską oraz uzdolni do odnawiania wszystkiego w Nim.