piątek, 21 kwietnia 2017

(8/50) M. Wall, Iron Maiden. Run to the hills.

Autoryzowana biografia Iron Maiden i… wszystko jasne


Choć  może nie wszystko. Mimo bowiem „autoryzowania”, nie jest tylko laurka. Oczywiście Autor pisze pozytywnie o zespole, ale nie unika cierpkich słów i poszczególnym muzykom i konkretnym wydawnictwom czy nawet utworom. 
Dla mnie to, przede wszystkim, książka o spełnianiu marzeń i dążeniu do celu. A następnie wyznaczaniu nowych celów, bez spoczywania na laurach. To właśnie pokazują Harris i spółka. 
Jest to tez książka ważna, bo, mimo, że fanem Ironów jestem od lat dziecięcych, nigdy nie poznałem szczegółów postania i historii grupy. Wystarczyła mi muzyka. Teraz mój obraz znacznie się poszerzył.
Podczas jej czytania miałem przed oczyma duszy obraz pierwszego albumu, który trafił w moje uszy dzięki bratu - „Live After Death”. Było to gdzieś za komuny (połowa lat 80), dwupłytowy winyl i zapisane na nim szaleństwo. Potem odszedłem do Żelaznej Dziewicy, i właściwie poza kawałkami z wspomnianego wydania koncertowego nie znałem nic innego. Aż do XXI w. wtedy, za sprawą Final Frontier, wróciłem do tej muzyki i jestem jej wierny. 
Ale zetknięcie z „Live After Death” miało jeszcze jeden skutek. Otóż na okładce znajduje się nagrobek na którym jest cytat z H.P. Lovecrafta. I było to pierwsze zetknięcie się z jednym z moich ulubionych autorów - samotnikiem z Providence. Niezwykle ciekawą postacią tworzącą niesamowite historie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz